O autorze

Untitled-1Nazywam się Grant Thorsson. Urodziłem się w 1977 roku w Polsce. Nigdy nie poznałem swojego ojca; moja mama wyszła za mąż, gdy miałem cztery lata, a ojczym porzucił nas dziesięć lat później.

Byłem najstarszym synem, co nakładało na mnie wiele obowiązków. Gdy inne nastolatki buntowały się, upijały i eksperymentowały z seksem po raz pierwszy, ja byłem współodpowiedzialny za wychowywanie moich braci. Dzięki temu, gdy wreszcie mając 21 lat po raz pierwszy mogłem się zbuntować, zrobiłem to. Tatuowałem się, piłem, paliłem ziele. I bawiłem się całkiem nieźle – okres, gdy byłem nastolatkiem, wspominam bardzo źle, ale życie dwudziestokilkulatka było świetną zabawą. Aż do 2004 roku, kiedy trzy rzeczy przydarzyły się naraz: zmarła moja Babcia, zerwałem z chłopakiem, a najlepsza przyjaciółka wyprowadziła się do innego miasta. Cierpiałem, cierpiałem i cierpiałem – aż pół roku później dotarło do mnie, że nie jestem już w stanie desperacji z powyższych powodów; smutek po prostu ze mną został. Czułem się ociężały, zamroczony, wypełniony nienawiścią wobec samego siebie; moje życie – rozumowałem – skończyło się i tak, więc postanowiłem rzeczywiście je zakończyć. Ale tuż przed ostatecznym wcieleniem planów w życie pomyślałem: w zasadzie nigdy nie wierzyłem w psychiatrię, ale skoro i tak mam umrzeć… to może dać im szansę?

Przepisano mi antydepresanty, które uratowały mi życie. Mroczne myśli, nienawiść do siebie, smutek powoli oddaliły się. Przyjmowałem leki przez dwa lata, a potem stopniowo, pod nadzorem lekarza odstawiłem je. Przez kolejne pięć lat czułem się dobrze, aż dopóki w 2011 nie wpadłem w coś, co mogło być wypaleniem zawodowym, lub po prostu nawrotem depresji. Przepisano mi te same leki, a kiedy osiągnęliśmy wystarczającą dawkę, poczułem się lepiej. O wiele lepiej. Właściwie – poczułem się świetnie. Postanowiłem założyć firmę; nagrywałem muzykę i dużo pisałem; na boku dorabiałem jako barman; nie spałem zbyt dobrze, ale i tak miałem mnóstwo energii; znalazłem nowego mężczyznę. I wszystko szło naprawdę świetnie, aż pewnego dnia obudziłem się w depresji.

Byłem przerażony. Czemu depresja miałaby wracać właśnie teraz, kiedy wszystko idzie tak dobrze? Ale po kilku godzinach uczucie minęło i znowu było dobrze. A potem znowu źle. A potem znowu dobrze. Odwoływałem spotkania i nie podawałem nowych terminów, bo nie umiałem przewidzieć, jak poczuję się za kilka godzin, a co dopiero tygodni. W końcu wybrałem się do psychiatry i powiedziałem: coś jest nie tak z moimi antydepresantami, może trzeba je zmienić? Lekarz zadał mi mnóstwo pytań, po czym poprosił o powrót za tydzień. Na drugiej wizycie dowiedziałem się, że cierpię na chorobę dwubiegunową typu II.

Nie miałem pojęcia, co to znaczy. Wpisałem nazwę choroby w internet i znalazłem milion stron, pełnych sprzecznych informacji. Czytałem mnóstwo książek. Czasami były przerażające, czasami napawały mnie nadzieją – niekiedy obie te rzeczy wydarzały się w ciągu dziesięciu stron. Wielokrotnie zmieniałem lekarzy (w moim szpitalu pracowało wielu stażystów). Moje leki zmieniały się, dawki rosły i malały, zdjęto mnie z antydepresantu, po czym z powrotem mi go podano, aż w końcu postanowiono powoli zmniejszać dawkę, co zaowocowało – nie wiedzieć czemu – manią (i zmianą mojej diagnozy na ChAD typu I).

Nie potrafiłem znaleźć książki, która odpowiedziałaby na wszystkie pytania, jakie miałem po otrzymaniu diagnozy. Co mam myśleć o lekach? Dlaczego trzeba je ciągle zmieniać? Czemu ludzie boją się brać litu? Czy będę wymagać elektrowstrząsów? Czy spędzę resztę życia ze skokami nastroju co kilka godzin? Jak mam w tych warunkach pracować? Czy kiedyś będzie lepiej? Co właściwie oznacza w moim przypadku „lepiej”? Czego właściwie chcę?

Napisałem książkę, w której próbuję zebrać odpowiedzi na pytania, które sobie wtedy zadawałem. Ciągle mam nowe pytania, ale teraz wiem już, jak formułować je w zrozumiały sposób. Wreszcie znalazłem dobry team lekarki i terapeutki, a dzięki ich pomocy osiągnąłem niebo: stabilność. Owszem, jest to możliwe. To tylko jedna z odpowiedzi, których mogę Ci tu udzielić; pozostałe znajdziesz w mojej książce. Pamiętaj: nie jestem lekarzem. Wszystko, co piszę w książce i blogu, piszę z punktu widzenia pacjenta.

Mieszkam w tej chwili w Amsterdamie (Holandia) razem z moim wspaniałym chłopakiem, który widział mnie w najlepszych i najgorszych chwilach i nigdy nie opuścił mojego boku. Moja aktualna diagnoza – która może się pewnego dnia zmienić – to ChAD typu I z elementami borderline.